Styczeń 2009


Friedman Celia S. - Trylogia Zimnego Ognia

Friedman Celia S. - Trylogia Zimnego Ognia

Kilka dni temu skończyłem ostatni tom Trylogii Zimnego Ognia amerykańskiej pisarki Celii S. Friedman. I nadal pozostaję pod kolosalnym wrażeniem.

O czym jest ten cykl? Możnaby napisać, że zaczyna się od wysokiego „C” a potem jest jeszcze wyżej i wyżej…

Kosmonauci z Ziemii, podróżujący w celu odnalezienia planety, gdzie mogliby się osiedlić, trafiają na Ernę. Planeta ta jest jakby stworzona dla nich. Ma tylko jedną ogromną tajemnicę – natura wytworzyła na niej prądy energii wpływającej na wszystko, co się tam znajduje. Energia ta, zwana fae, potrafi się materializować w postaci różnorakich wytworów. Skąd się one biorą? Z ludzkiego strachu, lęków, marzeń… Ta energia, to naturalna moc magiczna planety. Przybysze z kosmosu muszą się zmierzyć z nią lub jej poddać, dokonując swoistej wymiany barterowej – „coś za coś”. Tak właśnie robią: by Erna stała się ich domem poświęcają całą swoją technologię, zgromadzoną w statku kosmicznym. Oto ich Ofiara – dzięki niej mogą pozostać przy życiu na tej „nieludzkiej” ziemi.

Mija kilkaset lat. Ludzie lepiej lub gorzej radzą sobie z życiem na Ernie. Niektórzy z nich rodzą się z darem, którym jest umiejętność wpływania na fae – to adepci magii i czarownicy. Ludzie pozostający dłużej w jednym miejscu nie moga się również obyć bez wierzeń – rej wodzi nauka, że Ernę stworzył Bóg Ziemii i to jemu jedynemu trzeba oddawać cześć. Jeden z przywódców, neohrabia Merenthy, postanawia dokonać kolejnej ofiary, by móc pozostać niemal nieśmiertelnym i zgłębiać tajniki tej planety jak najdłużej – by do końca dostosować ją do potrzeb człowieka. A straszna to ofiara…

Oto mamy dziś rok 1246 po Ofierze, mija dziewięć wieków od czasów, w których żył neohrabia Merenthy. Do miasta Jaggonath przybywa, opuściwszy swą ojczyznę, kapłan Jedynego Boga i zręczny wojownik, Damien Vryce. Ma on służyć zwierzchnikowi tutejszego Kościoła w sprawach magii. Posiada on umiejętność posługiwania się nią, nie jest jednak adeptem, czyli urodzonym talentem magicznym. Nie pozostanie jednak długo w tym mieście. Wkrótce wyruszy z misją odnalezienia i zabicia demonów, które prześladowały jego, poznaną niedługo wcześniej, przyjaciółkę i ukochaną, Ciani z Faraday, adeptkę i Mistrzynię Wiedzy. Ta podróż będzie zaledwie początkiem wielkiej przygody, która odmieni nie tylko życie Damiena, ale i losy całej Erny. Po drodze spotka między innymi tajemniczego czarownika Geralda Tarranta, demona Iezu zwanego Karrilem i rdzenną mieszkankę Erny, rakha, zwaną Hesseth.

W skład omawianego cyklu wchodzą trzy książki: „Świt czarnego słońca”, „Nadejście nocy” i „Korona cieni”. Można by rzec, że każdy tom zbudowany jest według jednego schematu: grupa śmiałków podejmuje podróż, by osiągnąć założony cel. Jednak Trylogia Zimnego Ognia nie jest zwykłą przygodówką fantasy. To cudowna opowieść, której odmienność zaczyna się już na poziomie koncepcji: inny świat, nowatorski pomysł na źródło magii. Cykl czyta się wspaniale również dzięki świetnej budowie bohaterów – niemal żaden z nich nie jest „biały” lub „czarny”, krystalicznie czysty i dobry lub nieskończenie zły, każdy mieści się w odcieniu szarości, który to odcień zmienia się również w miarę płynięcia akcji trylogii. A mimo to potrafimy się zaprzyjaźnić z niektórymi z bohaterów, pomiędzy czytelnikiem a dramatis personae rodzą się interakcje, również odmieniane przez przypadki w toku zmian fabuły – chwilami jedni bohaterowie są nam bliscy, by w innym momencie ich nie cierpieć… A bohaterów swoich nie traktuje Autorka ugodowo, każe im stawać przed coraz to nowymi wyzwaniami, co więcej nie zatrzymuje się, gdy któryś z ważniejszych bohaterów musi zginąć lub odejść w cień. Pani Friedman tak niejednokrotnie zagrywa bohaterami, że czytelnikowi zdaje się to być bezsensownym posunięciem a ostatecznie wychodzi, że wszystko było trafne i logiczne, dzięki czemu mała jest szansa na znudzenie się fabułą.

Co tu więcej pisać – Trylogia Zimnego Ognia to cykl wyśmienity! Trzyma w szachu niemal od pierwszej strony nie tylko przygodami bohaterów, ale również na przykład rozważaniami na temat zachowania człowieczeństwa w warunkach, gdy zło popłaca, problemu mniejszego zła i jego kosztu… a że jednym z głównych bohaterów jest kapłan, to nie brak też pytań o siłę wiary i zasadność jej zachowania. Podsumowując: wspomniane książki Celii S. Friedman, to genialna seria, godna polecenia każdemu czytelnikowi.

Moja ocena: 6/6

Reklamy

Interesujący projekt wymyślił jeden z użytkowników portalu wydawnictwa Tor Books (tor.com). Postanowił zestawić systemy magiczne występujące w przeczytanych przez siebie i innych książkach. Na dzień dzisiejszy jest tam już piętnaście różnych systemów opisanych pokrótce przez czytelników i spisanych wg formuły:

1. Tytuł dzieła/serii
2. Autor.
3. Opis systemu magii.

Oczywiście całość jest w języku angielskim.

Magic systems in fiction

Polecam!

Ekaterina Sedia

 

Czy oglądaliście kiedyś świat odbity w kałuży? A może zauważyliście kątem oka rzeczy, których tam nie było? To wszystko składa się na inny, tajemny świat. Jest niby ten sam, ale nie taki sam. To tam, w świecie „tuż obok” naszego, żyją duchy przeszłości, skazane na zapomnienie. I do tego właśnie świata, muszą wyruszyć bohaterowie książki Ekateriny Sedii, trójka mieszkańców Moskwy. Bo ludzie znienacka zaczynają zamieniać się w ptaki i nie wiadomo kto – lub co – bawi się pradawną magią.

W owe tajemne zakamarki, gdzieś „pod” lub „obok” stolica Rosji wyrusza trójka bohaterów: kobieta, której siostra zamieniła się w kawkę, milicjant poszukujący zaginionych osób i rysownik, który ich wprowadza do tego świata. Sam jeden bał się nawet próbować tam dostać. Świat „tuż obok”, do którego wchodzi się przez drzwi w kałuży, przez odbicie świata w szybie… ten świat, to dom tych, którzy byli nieprzystosowani do życia w takich warunkach, jakie ich spotkały i spotkała ich wielka krzywda. Jak żona żołnierza wysłanego na Syberię, która zamiast z nim pojechać postanowiła pozostać w Moskwie. Lub rodzina Żydów, która znalazła się w samym środku wielkiego bólu prześladowań. Ale to przede wszystkim półbożki i jestestwa, które w miarę rozwoju cywilizacji były wypierane z pamięci Rosjan – wodniki i nimfy, duchy opiekuńcze domów a nawet Dziadek Mróz. Postacie z dawnych rosyjskich podań, dziś zanikające, niepotrzebne w świecie zdominowanym przez przemysł.

Z pomocą spotkanych w owym tajemnym świecie ludzi i stworów bohaterowie starają się dojść, kto pozamieniał ludzi w ptaki i dlaczego nastąpiło nagłe zbliżenie tego ukrytego świata do realnej Moskwy. Wraz z bohaterami poznajemy wiele stworów z dawnych legend, rosyjskiego folkloru, jak choćby strasznego czarodzieja Kościeja Nieśmiertelnego czy krowę Zemunę, która urodziła Drogę Mleczną. Jednak poznamy jeszcze jednego bohatera tej książki – jest nim sama Moskwa. Cudowne i straszne miasto, pełne wspaniałych miejsc i ciemnych zakamarków; wraz z bohaterami Sedii odwiedzimy jedne i drugie.

„Tajemna historia Moskwy”, to wspaniała baśń w konwencji miejskiej fantasy, pełna melancholii i smutku. Jest ona swoistą pieśnią o przemijaniu, cudownie nastrojową i z całą pewnością wywierającą niezapomniane wrażenia. Polecam każdemu, naprawdę warto.

Moja ocena: 6/6

Nadszedł Nowy Rok 2009.

Z tej okazji wszystkim czytelnikom mojego bloga pragnę złożyć życzenia, by każdy dzień 2009 roku obfitował w chwile szczęścia. Aby mieli dużo do czytania, również w Nieznanym Świecie. Dziękuję Wam, kochani, za końcówkę poprzedniego roku, kiedy moje miejsce w sieci zaczęło stawać na nogi, i proszę o wyrozumiałość na wszystkie dni tego roku.

Wszystkiego najlepszego!

Nieznany