Dawno już, na początku istnienia tego blogu, reklamowałem debiutancką powieść Rafała W. Orkana. Winien Ci jestem zatem, drogi wierny Czytelniku, jej recenzję. 🙂

O książce Rafała usłyszałem zanim jeszcze została skończona, dzięki mej bytności na forach, na których i On bywa – Forum Fahrenheita i Zaginionej Bibliotece (na obu ma nick Dabliu). Muszę się przyznać, że nie wszystkie Jego teksty mi spasowały, ale „Głową w mur”… o nie, ocena będzie na końcu! Ponieważ zatem słyszałem o tej książce sporo przed jej ukończeniem i były to wieści mocno interesujące, to na jej wydanie czekałem z ciekawością nieźle podrażnionego szansą „spożycia” prawdopodobnie smacznego kąsku mola książkowego. I wreszcie, po kilku miesiącach od jej ukazania się, udało mi się dopaść dziełko Rafała.

„Głową w mur” jest zbiorem powiązanych ze sobą opowiadań; fabuła każdego z nich ma miejsce w jednym mieście – Vakkerby. Łączą je również bohaterowie, mniej lub bardziej powiązani ze sobą. Powieść podzielona została na dwie części. Pierwsza, „Ślepe zaułki”, prezentuje nam miasto Vakkerby. To wielkie miasto napędzane jest ludzką pracą, strachem i magią. Składa się ono z trzech fragmentów – pod ziemią mieszczą się dzielnice robotnicze i osiedla biedoty oraz tych, dla których nawet biedota, to wielcy posiadacze, a jedynym przysmakiem są szczury i zmutowane ryby. Na ziemi mieszkają Złotoręcy, bogacze, „szlachta” Vakkerby, a gdzieś w chmurach żyją Arystokraci, najbogatsi magnaci i włodarze miasta. Druga część, „Uciszyciel”, to opowieść o Byhtrze, wielkim pół człowieku pół jednorożcu, dwumetrowym mężczyźnie z rogiem wyrastającym z czoła, zawodowym uciszycielu, czyli zabójcy na zlecenie, obecnie na emeryturze. Kolejne opowieści kierują nas ku zakończeniu, w którym splotą się losy poznanych wcześniej bohaterów.

Vakkerby, to ogromne, zindustrializowane do granic możliwości, miasto, lecz nie tylko technika jest domeną tego terenu. Tym, co pozwala funkcjonować temu terytorium, jest magia. Wygląda bowiem na to, że wszystkie wynalazki, cała maszyneria, która istnieje w tym mieście, jest napędzana magią a poza wszelką władzą świecką są Technomagowie, konstruktorzy i naukowcy zajmujący się mariażem techniki z magią. Nie jest to jednak magia, do jakiej przyzwyczaiły nas różnorakie serie fantasy – ta magia jest… brudna. Tak, brudna! Brudna i mroczna, nieludzka! Mało tego – w wyniku działania magii rodzą się i mutanty, które niewiele mają wspólnego z ludźmi, często będące „efektem ubocznym” działania Technomagów. Cała ta mroczna materia miasta pokryta jest jeszcze płaszczem religii, różnego rodzaju proroków i antyproroków Mechanicznego Boga, który stworzył mieszkańców Vakkerby na swoje pokręcone podobieństwo.

„Głową w mur” to książka napisana żywym, wyjątkowo świeżym językiem. Jest jak krwisty befsztyk – przepyszna, choć krew wycieka spomiędzy kart. Pomimo mroczności opisanego świata czyta się to dość szybko. Uwaga – może powodować spory niedosyt! Mało tego – osoby niedoświadczone mogą stracić kontakt ze światem realnym!

Polecam tę książkę z czystym sumieniem, jako jeden z najlepszych debiutów ostatnich lat w naszym kraju. Ponieważ jest to pierwsza z trzech części serii Paramythia Vakkerby już dziś czekam na kolejne.

Moja ocena: 6/6

Reklamy